Degustujemy

Próbujemy wina, od tych najtańszych do najdroższych, od Francji po Nową Zelandię, od wytrawnych do słodkich.

Podróżujemy

Podróżujemy po winnicach polskich i europejskich, rozmawiamy z winiarzami, dzielimy się z Wami wrażeniami.

Spotykamy się

Spotykamy się na winnych wydarzeniach, aby wspólnie degustować i dzielić się naszymi opiniami.

Obalamy winne mity i oceniamy sklepy z winem

Rozprawiamy się z winnymi mitami, które ciągle siedzą w naszych głowach i często nie pozwalają w pełni cieszyć się winem. Nie lubimy "bylejakości", dlatego odwiedzamy i oceniamy poznańskie sklepy z wine.

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails

poniedziałek, 27 października 2014

Planety z Prioratu

Są takie wina, które wystarczy mieć pod ręką, aby mieć pewność, że choćby wszystko się waliło, to i tak skończy się dobrze. Dla mnie jednym z takich jest wino Planets od Prior Pons, prosto z Prioratu. Ostatnio miałem okazję próbować rocznik 2010 i kolejny raz byłem zachwycony tym winem, jego klasą, powagą, głębią, ale również świeżością i przystępnością. To wino robione jest z kupażu Carignan, Grenache, Merlot, Cabernet Sauvignon oraz odrobiny Syrah. Część z gron pochodzi ze starych krzewów, liczących sobie ok. 60 lat. W winie tym znajdziemy pełnię czarnych owoców, śliwek, cynamonu, tytoniu, czekolady i skóry, są też mocne, dobrze już ułożone taniny, świeża kwasowość oraz bardzo długi czekoladowo-owocowy finisz. Wino niezwykłe, choć trzeba pamiętać, że jest to "tylko" młodszy brat Prior Ponsa. Wino dostępne jest w poznańskim MineWine.

piątek, 24 października 2014

#DoCavy 24.10.2014

Na ostatni weekend października znalazłem dla Was:
Udanego weekendu!
#DoCavy to cotygodniowy cykl postów, w którym dzielę się z Wami ciekawymi linkami znalezionymi w ciągu tygodnia.

środa, 22 października 2014

Dwie butelki z oferty VinoTrio

W ramach wspólpracy otrzymałem dwie butelki do degustacji od sklepu VinoTrio. Od razu muszę przyznać, że obie butelki trzymają wysoki poziom. Zacznijmy od bieli - Preignes Grains Sauvignon Blanc 2013, prosto z Langwedocji. To wino to połączenie wyraźnie owocowego Sauvignona z Chile z trawiastym Sauvignonem z Nowej Zelandii, wyszedł z tego prawie idealny kompromis. Znajdzimy tutaj sporo dojrzałych owoców - brzoskwini, ananasa, a obok tego sporo trawy i ziół. Wszystko oczywiście świeże i mocno kwasowe. Bardzo dobra propozycja poniżej 40 zł. Wino znajdziecie tutaj.

Jako drugie próbowałem Ardal Ribera del Duero Crianza 2010. Za Riberą z jej przepakowanymi winami nie przepadam, ale tutaj moje uprzedzenia na nic się nie przydały. Wino jest wyraźne, ale nie przytłaczające swoimi aromatami i ciężarem. W nosie dominują czarne owoce, tosty, dym, z lekką domieszką wanilii. W ustach aksamitne taniny, wyraźna kwasowość, sporo ciała, z czarnymi owocami na finiszu. Cena 75 zł broni się całkiem nieźle. Wino znajdziecie tutaj.

Podsumowując, te dwa wina to bardzo dobra propozycja dostępna w sklepie VinoTrio.

poniedziałek, 20 października 2014

Wino? Naturalnie w Poznaniu!

W swojej książce pt. "Natural Wine" Isabelle Legeron, MW pisze: "Forget anything you think you know about wine, and just go for it. Take your pick and don't worry too much about what I think." I dokładnie takie trzeba było mieć podejście na sobotniej degustacji organizowanej w poznańskim Spocie. Jeśli ktoś, podobnie jak ja, liczył, że spróbuje tam win niezwykłych, niesztampowych i odjechanych, to na pewno się nie zawiódł. Z całą pewnością wina dawały do myślenia i zmuszały do odpowiedzenia sobie na pytanie, jakich win szukamy: czy ładnych ugłaskanych i skrojonych pod publiczkę, czy raczej niegrzecznych i wykraczających poza tradycyjne ramy? 
Sam jeszcze do dzisiaj biję się z myślami i szukam na to pytanie odpowiedzi. Z jednej strony na co dzień przywiązuję bardzo dużą uwagę do tego co trafia na mój talerz, do mojego kubka i kieliszka, staram się wybierać produkty ekologiczne, organiczne, mało przetworzone, od niewielkich producentów. W związku z  tym bardzo się cieszyłem, że tak wiele win sprawiło mi prawdziwą radość i przyjemność. Z drugiej strony, część próbowanych w sobotę win była zbyt ekstremalna, aby można je było pić każdego dnia. Jeden kieliszek z ciekawości - tak, cała butelka do obiadu - nie ma szans. No chyba, że właśnie ten obiad byłby zbawieniem dla części z win, może jedzenie pozwoliłoby niektórym butelkom się wybronić. 
Jeszcze inna część win plasowała się na granicy pijalności, nie zdziwiłbym się wręcz, gdyby znalazły się osoby, które orzekłyby, że te wina miały po prostu wady. Kolejną sprawą do rozpatrzenia jest reprezentowanie przez wina naturalne swoich apelacji, bo chociażby butelka Sancerre od Sebastiena Riffaulta, mimo że przepyszna, to jednak nijak się nie miała do typowych win z Sancerre. Ktoś powie, że tak właśnie powinno być, wino powinno pokazywać swoją indywidualność. Ale czy czasem wino apelacyjne nie powinno wpisywać się w obraz win z danej apelacji, bo przecież kupując rzeczone Sancerre spodziewam się pięknego, mineralnego Sauvignon Blanc, a w tym przypadku dostaję coś z goła innego. 

Na oddzielne kilka słów zasługuje niezwykła niespodzianka jaką sprawiła polska winnica Dom Bliskowice. To co chłopacy robią w obszarze Małopolskiego Przełomu Wisły zasługuje na same pochwały. W zasadzie wszystkie produkowane przez nich wina były świetne, z odpowiednią strukturą, kwasowością, balansem i finiszem. I chyba po raz pierwszy tak dobrze smakowały mi polskie wina czerwone. Jeśli do tego dodamy, że Dom Bliskowice wpisuje się w ruch win naturalnych, to nie pozostaje nic innego jak bić brawo i czekać na więcej. 

Win pysznych, niesamowitych i zaskakujących na degustacji było pełno, na zdjęciach możecie znaleźć niektóre z tych, które najlepiej zapamiętałem.

Z całą pewnością ta degustacja rozpaliła we mnie ciekawość, która dodatkowo podsycana jest lekturą książki pani Legeron (sama książka to klasa sama w sobie, ale o tym, w którymś z najbliższych wpisów). Oczywiście nie udało mi się znaleźć odpowiedzi na wszystkie moje pytania o wina naturalne, a w zasadzie po degustacji mam więcej pytań niż przed, ale to bardzo dobrze, bo teraz z jeszcze większą ochotą i ciekawością będę sięgał po butelki od naturalnych winiarzy - oby tylko było ich jak najwięcej w ofertach polskich sklepów i importerów :)

piątek, 17 października 2014

#DoCavy 17.10.2014

Na ten jesienny weekend mam dla Was:
Udanego weekendu!
#DoCavy to cotygodniowy cykl postów, w którym dzielę się z Wami ciekawymi linkami znalezionymi w ciągu tygodnia.

poniedziałek, 13 października 2014

2 białe wina z Lidla

Po dwóch czerwieniach, czas zobaczyć jak prezentują się białe wina z najnowszej oferty Lidla. W tym celu kupiłem dwie butelki, o których słychać było pozytywne opinie. Zacząłem od Grüner Veltliner z najbardziej znanego austriackiego regionu - Wachau. Mieliśmy okazję być w tamtych okolicach i odwiedzić tamtejszych producentów, więc wiemy mniej więcej jaki jest "wzór metra" jeśli chodzi o austriackiego Grünera. Jak się do tego ma butelka oferowana przez Lidla? Całkiem nieźle, biorąc pod uwagę, że kosztuje niecałe 25 zł, a normalnie wina austriackie ciężko spotkać w Polsce cenie poniżej 40-50 zł. Z pewnością nie jest to butelka wybitna, nie jest też idealnym przykładem Grünera z Wachau, jednak ma w sobie typową świeżość i lekkość, z której znane są białe wina z Austrii. Sporo tutaj cytrusów, trawy, zielonego jabłka oraz odrobina pieprzu. Za 25 zł to naprawdę świetna pozycja.

Drugą pozycją, której próbowaliśmy było Henri Larue Hautes Côtes de Nuits Blanc 2008, czyli burgund za niecałe 30 zł. W nosie sporo jabłka oraz nut maślanych i wręcz utlenionych. W nosie mocna kwasowość i sporo dojrzałych pomarańczy i gruszek. Myślę, że warte spróbowania, bo rzadko można kupić przyzwoite wino z Burgundii w tak niskiej cenie.

Jak widać, bo przeciętnej i słabej butelce z Bordeaux, udało się znaleźć dwie fajne butelki z nowej oferty Lidla. Potwierdza się po raz kolejny teoria, że kupując wina w dyskoncie mamy jakieś 50% szans, że kupione wino będzie na przyzwoitym poziomie.

sobota, 11 października 2014

2 bordo z Lidla

Lidl po raz kolejny "zaatakował" nas ofertą win francuskich, ze naciskiem położonym na Bordeaux. Nie jestem przekonany, czy to najlepszy wybór, biorąc pod uwagę, że wina te zwykle nie są łatwe i napakowane owocami, a przecież to właśnie takie wina lubią Polacy. No ale marka Bordeaux robi swoje, a Lidl pewnie odrobił zadanie domowe i wie, co się najlepiej sprzedaje. Pewnie wybierając w sklepie Polak sięgnie szybciej po Bordeaux niż po mniej mu znaną Hiszpanię, chociaż jestem przekonany, że degustując w ciemno wybrałby właśnie hiszpańską butelkę.

W ramach współpracy otrzymałem od Lidla dwie butelki do spróbowania. Jako pierwsze spróbowałem Chateau La Croix de Chereau, z Lussac-Saint-Emilion z 2010 roku. Warto zauważyć, że wino nie pochodzi z apelacji Saint-Emilion, a z miej znanej, sąsiedniej Lussac-Saint-Emilion. Przy pierwszym spotkaniu wino było mocno wycofane i zamknięte. Kilka godzin później było już ciekawiej, pojawiły się maliny, wiśnie, żwir, zapach mokrej ziemi. W ustach mocna wiśnia ze śliwką, odrobina czekolady i kakao, dość szorstkie i suche taniny, średn+ kwas i owocowo-alkoholowy finisz. Winicjatywa pisze, żeby za 35 złotych tego wina nie kupować, ja powiem, że wino się broni, chociaż faktycznie za tę cenę można kupić ciekawsze wina w Lidlu.

Jako drugie, próbowałem Bordeaux Canon La Gouteyre 2013 i tutaj było już słabo od początku do końca. Nos jak przegotowany kompot z czerwonych porzeczek, usta rozwodnione i również kompotowe. Wyjątkowo słaby wybór Lidla, nawet jak na cenę poniżej 15 zł.

Za kilka dni kolejna odsłona nowej oferty Lidla, tym razem sięgniemy po wina białe.