Degustujemy

Próbujemy wina, od tych najtańszych do najdroższych, od Francji po Nową Zelandię, od wytrawnych do słodkich.

Podróżujemy

Podróżujemy po winnicach polskich i europejskich, rozmawiamy z winiarzami, dzielimy się z Wami wrażeniami.

Spotykamy się

Spotykamy się na winnych wydarzeniach, aby wspólnie degustować i dzielić się naszymi opiniami.

Obalamy winne mity i oceniamy sklepy z winem

Rozprawiamy się z winnymi mitami, które ciągle siedzą w naszych głowach i często nie pozwalają w pełni cieszyć się winem. Nie lubimy "bylejakości", dlatego odwiedzamy i oceniamy poznańskie sklepy z wine.

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails

poniedziałek, 13 maja 2013

Wizyta w winnicy Willi Schaefer, czyli czym urzekła mnie Mozela?

Mozela - region skrajności, gdzie łupkowa gleba, bardzo duże nachylenie winnic i bliskość rzeki pomagają wytwarzać wybitne wina, ale również powodują, że niektórzy producenci nie potarfią sobie z takimi warunkami dobrze poradzić i wówczas powstają wina o słabej strukturze i nijakim charakterze. W ostatni długi weekend miałem okazję spotkać kilku producentów wpisujących sie w tę pierwszą grupę.
Wizytę w Mozeli zaczęliśmy od porannych odwiedzin w rodzinnej winnicy Willi Schaefer . Winnicy o tyle niezwykłej, że nie posiada nawet własnej strony internetowej, a o adres emailowy musiałem prosić German Wine Institute. Chociaż w zasadzie po co strona internetowa, skoro i bez niej wina sprzedają sie wyśmienicie? Poraz kolejny okazuje się, że nie wizytówka jest istotna, ale jakość jaką się prezentuje.
Po przyjeźcie do Graach na miejscu czekał na nas Christophe Schaefer, syn właściciela winnicy. Bez słowa zastanowienie zostaliśmy "wywiezieni" do winnicy, gdzie właśnie trwało użyźnianie gleby i gdzie Christophe chętnie opowiadał o jego filizofii produkcji wina. Jaka jest to filozofia? Ciężko streścić to w kilku zdaniach, ale słowa, które powtarzały się najczęściej to: jakość, brak kompromisów, charakter, tradycja, balans i elegancja. I to wszystko czuć w winach!
W zbiorze winogron pomagają starsze osoby (często już na emeryturze), które mają ogromne doświadczenie w zbieraniu winogron i jednocześnie mają wystarczająco dużo siły, aby pracować na mozelskich stromych zboczach. Przez 4ha winnic trzeba przejść wielokrotnie, aby zebrać grona Rieslinga z odpowiednim stopniem dojrzałości z krzaków, które często mają nawet 70 lat. Po zbiorach winogrona razem z szypułkam idą przez prasę, a nastepnie fermentują w 50-60 letnich beczkach dębowych.  
Wszystko ma tutaj swój rytm, widać to nawet po spokoju i sposobie mówienie Christophe, a nawet po tym jak w powolny sposób szykował kieliszki do degustacji. Zniknął na chwilę, aby wrócić z tajemniczą butelkę, z której do kieliszkow trafiło intensywnie złote, z bursztynowymi odblaskami wino. Od razu widać było, że nie jest to wino pierwszej młodości, jednak na pytanie o rocznik Christophe odpowiadał tylko z uśmiechem: "najpierw spróbujcie". Nie było wyjście, spróbowaliśmy i nastała chwila ciszy i kontemplacji. Wino było genialne! Pełne miodu gryczanego i lipowego, suszonych brzoskwiń i moreli, nafty, zgaszonej świeczki, wosku i zakurzonej piwnicy. Mimo tych dość ciężkich aromatów i smaków wino było niezwykle żywe i odświeżające dzięki swojej kwasowości.
Dodatkowo w ustach sporo ciała, a finisz długi na dziesiątki sekund. W końcu Christophe odwrócił butelkę w naszą stronę - Kabinett 1973. Szok! Wcześniej myślałem, że Kabinetty nie nadają się do stażenia, a tutaj taka niespodzianka, a jednocześnie niezwykłe uczucie, że specjalnie dla nas otworzona została 40-letnia butelka. Dalej próbowaliśmy jeszcze młodszych roczników Kabinetta z tej samej winnicy - równie świetne i z doskonałym potencjałem dojrzewania. Na koniec Spatlese powalające owocami tropikalnymi, miodem i nutami benzynowymi. 
Oczywiste było dla nas, że nie możemy stamtąd wyjechać z pustymi rękami, pytamy więc o możliwość zakupu wina. Słyszymy jednak: "Nie da rady, gdyż rocznik 2011 jest całkowicie wyprzedany, a 2012 jeszcze nie jest zabutelkowany". Mimo to na pożegnanie dostajemy w prezencie butelkę, abyśmy dobrze wspominali wizytę; tak jakby po tym niezwykłym spotkaniu mogłoby byc inaczej.

A na koniec zapraszam jeszcze na wywiad z właścicielem winnicy, w której opowiada o szczegółach produkcji i specyfice win mozelskich.

wtorek, 7 maja 2013

Winny Wtorek #50: Yarden Syrah 2005

Dzisiaj na Winny Wtorek (już 50-ty!) pijemy wina z Izraela, państwa, które przez wiele osób zupełnie nie jest kojarzone z produkcją wina, a widok izraelskiego wina spotyka się z co najmniej z zaskoczeniem. W rzeczywistości jednak w Izraelu funkcjonuje kilkuset producentów, zarówno tych przemysłowych jak i tych małych butikowych. W tamtejszych winnicach spotkamy głównie Cabernet Sauvignon,  Chardonnay, Merlota i Sauvignon Blanc, chociaż ostatnio coraz bardziej popularne są również inne szczepy międzynarodowe, takie jak Riesling, Cabernet Franc, czy też Syrah. I wina z tego ostatniego szczepu próbowałem jakiś czas temu w postaci Yarden Syrah 2005 w Casa de Vinos. Wino pełne, z ogromem czerwonych i czarnych owoców, z pestką od śliwki, pieprzem i korzennością. Mimo tego bogactwa wino nie było przerysowane, a wręcz eleganckie, powoli odkrywające swoje niuanse i co chwilę przyciągające nos i usta do kieliszka. Piękne wino, choć trzeba przyznać, że do najtańszych nie należy (cena to ok. 150 zł).

Wina z Izraela swego czasu w jednym ze swoich odcinków próbowali Zakorkowani:




Inne izraelskie wina pili Blurppp, Jongleur, Środkowa Półka, Winettoo.


wtorek, 23 kwietnia 2013

Żabka warta uśmiechu sommeliera?

Jakiś czas temu polska winna blogosfera dyskutowała o tym, że Żabka zaczyna stawiać na wina jakościowe. Jestem ciekawe jak po kilku miesiącach całą akcję marketingową i sprzedażową ocenia sama Żabka? Czy wina się sprzedają? Jak w tej sytuacji czują się klienci i panie stojące za kasą?

Muszę przyznać, że początkowo ucieszyła mnie nawet informacja, że Żabka stawia na wina jakościowe - bo kto by nie chciał mieć w pobliżu sklepu, gdzie w razie potrzeby można kupić przyzwoite wino, nawet o godzinie 23-ej? Tak było do momentu, gdy nie spróbowałem nadesłanego przez Żabkę i dostępnego u nich Brunello. Cena jak na Brunello dość niska, bo niecałe 70 złotych, jednak w kieliszku wino się już nie broni. Nos wiśniowy, trochę brudny, trochę dymny, trochę kiszony.  W ustach dziwnie dzika kwasowość (nawet jak na Brunello), taniny dziwnie atakujące z każdej strony. 
Co prawda Wojtek Bońkowski był zadowolony z tej butelki, ale ja nie zostałem przekonany. Tragicznie nie było, ale  drugi raz nie sięgnąłbym po to wino. 

Innych win nie próbowałem, bo tak naprawdę okazało się, że sytuacji awaryjnych, w których potrzebowałbym nagle kupić wino, w ostatnich miesiącach nie było ani jednej. Widzę natomiast na żabkowych półkach i Brunello i Chianti, ale jakoś nigdy nie zaobserwowałem i nie słyszałem, aby ktoś te wina kupował. Czasami tylko pan Andrzej Strzelczyk uśmiechnie się do mnie ze swojego zdjęcia  wiszącego koło Brunello, wtedy i ja się uśmiecham i  od razu człowiekowi robi się lepiej na sercu.

czwartek, 18 kwietnia 2013

Isola Augusta Sauvignon 2011 (Mine Wine)


Lubię Sauvignon Blanc, lubię też wina włoskie, więc ten Sauvignon z Friuli powinien być butelką idealną dla mnie. Dodatkowo Kuba Małecki pisał, że wino bardzo mu smakowało. W prywatnych rozmowach Kuba Sęczkowski też mówił, że to wino to "petarda". Mimo to ta butelka mnie nie urzekła tak bardzo jak moich kolegów. Jest to naprawdę solida pozycja, jednak dla mnie jest zbyt intensywna. Znajdziecie tutaj pełno agrestu, ogrom aromatów trawiastych, sporo przypraw, dużo cytrusowej kwasowości, wyraźne "kocie aromaty'. Wino wręcz bucha swoimi aromatami z kieliszka, co przez pierwsze kilka chwil może się podobać, jednak mnie na dłuższą metę zaczęło męczyć. Jest to na pewno dobre wino dla osób, które lubią takie ostre aromaty, a już na pewno dla osób, które dopiero zaczynają przygodę z winem i chcą zobaczyć jak może pachnieć wino wyprodukowane ze szczepu Sauvignon Blanc.

Znacznie bardziej od tego samego producenta i w podobnej cenie polecam Refosco - owocowość połączona z pięknymi leśnymi aromatami.

Nazwa: Isola Augusta Sauvignon 2011
Producent: Isola Augusta
Rocznik: 2011
Kraj: Włochy
Region: Friuli Latisana (DOC)
Kolor wina: Białe
Smak: Wytrawne
Szczep: Sauvignon Blanc (100%)
Cena: 45 zł
Ocena: 86
Gdzie kupione: Mine Wine

wtorek, 16 kwietnia 2013

Winny Wtorek #49: Pauletts Riesling Polish Hill River 2010 (Centrum WIna)

W XIX wieku do Australli przyjeżdżali osadnicy z wielu krajów, którzy zasiedlali nieznany wówczas szerzej ląd. Byli wśród nich również Polacy, którzy w szczególnie upodobali sobie obszar na północ od Adelaidy, w regione Clare Valley. Obszar ten do dzisiaj nosi nazwę Polish River Hill i jest siedzibą wielu znakomitych producentów. Jednym z nich jest winnica Paulett, która została założona 1983 roku, chociaż na obecnym terenie winnicy tradycja produkcji wina sięga ponad 100 lat wstecz. Przy produkcji wina pracują obecnie zarówno założyciele, czyli Neil oraz Alison Paulett otaz ich syn Matthew. Na 25 hektarach znajdziemy tutaj krzewy Shiraza, Caberneta, Merlota, Malbeca (!), Rieslinga, Chardonnay oraz Sauvignon Blanc. 
Ja  w ramach dzisiejszego Winnego Wtorku piłem wino ze szczepu, z którego słynie region Clare Valley, czyli Rieslinga. W kieliszku barwa dość intensywna, idąca w kierunku złotego. W nosie mieszały się piękne zapachy nafty, moreli (świeżej i suszonej), brzoskwini i cytrusów. Na podniebieniu mocno cytrynowe, delikatnie brzoskwiniowe z lekką goryczką grejpfrutową na finiszu. Niestety usta trochę odstawały od świetnego wrażenia, jakie wywoływały aromaty - miałem wrażenie, że trochę tam za dużo kwasowości, a za mało owocu. Na plus można zapisać dość niski (jak na dzisiejsze standardy) alkohol - 12,5%.

Jest to zdecydowanie ciekawa butelka, szczególnie jako wstęp do australijskich Rieslingów, które zyskują coraz więcej uznania w winiarskim świecie. Chociaż mam wrażenie, że za 70 zł, które trzeba zapłacić w Centrum Wina za tę butelkę, możemy mieć ciut lepszego Rieslinga w wydaniu niemieckim, chociażby z Rheingau.


Nazwa: Pauletts Riesling Polish Hill River 2010
Producent: Paulett
Rocznik: 2010
Kraj: Australia
Region: Clare Valley (Polish River Hill)
Kolor wina: Białe
Smak: Wytrawne
Szczep:  Riesling
Cena: ok. 70 zł
Ocena: 86
Gdzie kupione: Centrum Wina

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Co tam w Lidlu można wypić?

Przed świętami Lidl przeprowadził kolejną ofensywę w polskiej blogosferze winnej. Wiem, że blogerzy dostali butelki z najnowszej oferty tego dyskontu, jednak na blogach jakoś tego nie widać. Czyżby blogerzy ostrożniej podchodzą do tematu win z dyskontów po ostatniej dyskusji na Winicjatywie? Oby nie, bo i te wina ktoś musi oceniać dla dobra i czasami ku przestrodze polskich konsumentów. 
Sam też się nie spieszyłem z opisem przesłanych win, gdyż wina są przeciętnej jakości, a szczerze mówić to o takich winach nie chce się za bardzo pisać. Po pierwsze Châteauneuf-du-Pape z 2011 roku, wielka apelacja rodańska, a co za tym idzie spore oczekiwania. W nosie sporo czerwonych owoców z delikatną korzennością. W ustach taniny jakby poukrywane, kwasowość w porządku. Wino pije się dobrze, jednak nijak się ma do  prawdziwych win z Châteauneuf-du-Pape. Dla mnie 50 zł to cena lekko przesadzona jak na wino, które udaje Châteauneufa.


Drugie wino to Valpolicella Ripasso Classico
Superiore i tutaj mamy już ciut lepszy stosunek jakości do ceny. W nosie przeważają dość konfiturowe owoce (czarne porzeczka, jeżyna) z dodatkiem rodzynek i cynamonu oraz palonego drewna. Sporo ciała, taniny dość aksamitne, na średnim poziomie, kwasowość jest, ale trochę jej brakuje, aby w pełni zbalansować rodzynkowość tego wina. Jeśłi wydamy 30 zł na to wino, to pewnie nie będziemy żałować, chociaż mam wrażenie, że jest to ciut za ciężkie wino na rozpoczynającą się właśnie wiosnę.

Pamiętacie kamienie w wydaniu czerwonym? To Rioja Saxa Loquuntur Tres 2010  jest trzecim wydaniem serii win od tego samego producenta. Wino bardzo soczyste, mocno aromatyczne (wiśnia, śliwka, żurawina suszona, cygaro, ognisko), dobrze zbalansowane. Cena 44 zł nie przytłacza, chociaż nie wiem, czy nie wolałbym kupić w tej samej cenie dwóch podstawowych butelek za 22 zł.

Te same wina z Lidla pili również Białe nad czerwonym oraz Środkowa Półka.

piątek, 12 kwietnia 2013

Jak się wydaje książki o winie?

Załóżmy, że chcecie wydać książkę na temat wina. Książek o znanych regionach jest sporo, więc wpadacie na pomysł, aby napisać o swoim ulubionym regionie, o którym nie słyszało za dużo osób, a tylko mała grupka próbowała tamtejszych win. Co można zrobić? Oczywiście można znaleźć odpowiedniego wydawcę lub sponsora, który sfinansuje taki projekt. Problem w tym, że takie poszukiwania mogą trwać tygodniami albo nawet miesiącami. Dodatkowo mało kto zainwestuje w tekst, którego jeszcze nie ma, więc trzeba zainwestować swój czas i wysiłek w napisanie chociażby szkicu.
Jest jednak inny sposób! Wink Lorch, angielska blogerka, którą miałem okazję poznać podczas konferencji EWBC 2011, postanowiła skorzystać z najnowszych sposobów na wydanie książki. Tutaj znajdziecie jej projekt na platformie Kickstarter. Na czym to polega? Wink opisuje dość dokładnie, o czym chce napisać (Jura i tamtejsze wina), dlaczego chce o tym napisać i na co potrzebuje pieniądze.  Naszym zadaniem jest sfinansowanie projektu. Tak! Nie potrzeba tutaj wydawcy, który wyłoży górę pieniędzy. Wystarczy, że kilku prawdziwych winomaniaków z całego świata i wielbicieli win z Jury zrzuci się po kilka funtów! Jaki efekt? Wink potrzebowała 7500 funtów, a w tej chwili zebrała już ponad 10 000 od 288 osób. A zostało jeszcze 10 dni do zakończenia możliwości wpłacania pieniędzy.
Nie potrzeba mieć wielkich pieniędzy, aby wesprzeć taki projekt, wystarczy 1 funt brytyjski! Jeśli wpłacisz 8 funtów, do zostaniesz uwzględniony w podziękowaniach w książce. Jeśli wpłacisz 25 funtów do dostaniesz książkę (tak! nie będziesz musiał jej kupować!) oraz dokumenty z informacjami na temat podróży po Jurze. Czym większa kwota, tym większy "bonus" od autorki projektu. 

A tutaj znajdziecie krótką zachętę do wsparcia projektu:  
 Ja już wsparłem projekt. A Ty?