Degustujemy

Próbujemy wina, od tych najtańszych do najdroższych, od Francji po Nową Zelandię, od wytrawnych do słodkich.

Podróżujemy

Podróżujemy po winnicach polskich i europejskich, rozmawiamy z winiarzami, dzielimy się z Wami wrażeniami.

Spotykamy się

Spotykamy się na winnych wydarzeniach, aby wspólnie degustować i dzielić się naszymi opiniami.

Obalamy winne mity i oceniamy sklepy z winem

Rozprawiamy się z winnymi mitami, które ciągle siedzą w naszych głowach i często nie pozwalają w pełni cieszyć się winem. Nie lubimy "bylejakości", dlatego odwiedzamy i oceniamy poznańskie sklepy z wine.

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails

poniedziałek, 20 października 2014

Wino? Naturalnie w Poznaniu!

W swojej książce pt. "Natural Wine" Isabelle Legeron, MW pisze: "Forget anything you think you know about wine, and just go for it. Take your pick and don't worry too much about what I think." I dokładnie takie trzeba było mieć podejście na sobotniej degustacji organizowanej w poznańskim Spocie. Jeśli ktoś, podobnie jak ja, liczył, że spróbuje tam win niezwykłych, niesztampowych i odjechanych, to na pewno się nie zawiódł. Z całą pewnością wina dawały do myślenia i zmuszały do odpowiedzenia sobie na pytanie, jakich win szukamy: czy ładnych ugłaskanych i skrojonych pod publiczkę, czy raczej niegrzecznych i wykraczających poza tradycyjne ramy? 
Sam jeszcze do dzisiaj biję się z myślami i szukam na to pytanie odpowiedzi. Z jednej strony na co dzień przywiązuję bardzo dużą uwagę do tego co trafia na mój talerz, do mojego kubka i kieliszka, staram się wybierać produkty ekologiczne, organiczne, mało przetworzone, od niewielkich producentów. W związku z  tym bardzo się cieszyłem, że tak wiele win sprawiło mi prawdziwą radość i przyjemność. Z drugiej strony, część próbowanych w sobotę win była zbyt ekstremalna, aby można je było pić każdego dnia. Jeden kieliszek z ciekawości - tak, cała butelka do obiadu - nie ma szans. No chyba, że właśnie ten obiad byłby zbawieniem dla części z win, może jedzenie pozwoliłoby niektórym butelkom się wybronić. 
Jeszcze inna część win plasowała się na granicy pijalności, nie zdziwiłbym się wręcz, gdyby znalazły się osoby, które orzekłyby, że te wina miały po prostu wady. Kolejną sprawą do rozpatrzenia jest reprezentowanie przez wina naturalne swoich apelacji, bo chociażby butelka Sancerre od Sebastiena Riffaulta, mimo że przepyszna, to jednak nijak się nie miała do typowych win z Sancerre. Ktoś powie, że tak właśnie powinno być, wino powinno pokazywać swoją indywidualność. Ale czy czasem wino apelacyjne nie powinno wpisywać się w obraz win z danej apelacji, bo przecież kupując rzeczone Sancerre spodziewam się pięknego, mineralnego Sauvignon Blanc, a w tym przypadku dostaję coś z goła innego. 

Na oddzielne kilka słów zasługuje niezwykła niespodzianka jaką sprawiła polska winnica Dom Bliskowice. To co chłopacy robią w obszarze Małopolskiego Przełomu Wisły zasługuje na same pochwały. W zasadzie wszystkie produkowane przez nich wina były świetne, z odpowiednią strukturą, kwasowością, balansem i finiszem. I chyba po raz pierwszy tak dobrze smakowały mi polskie wina czerwone. Jeśli do tego dodamy, że Dom Bliskowice wpisuje się w ruch win naturalnych, to nie pozostaje nic innego jak bić brawo i czekać na więcej. 

Win pysznych, niesamowitych i zaskakujących na degustacji było pełno, na zdjęciach możecie znaleźć niektóre z tych, które najlepiej zapamiętałem.

Z całą pewnością ta degustacja rozpaliła we mnie ciekawość, która dodatkowo podsycana jest lekturą książki pani Legeron (sama książka to klasa sama w sobie, ale o tym, w którymś z najbliższych wpisów). Oczywiście nie udało mi się znaleźć odpowiedzi na wszystkie moje pytania o wina naturalne, a w zasadzie po degustacji mam więcej pytań niż przed, ale to bardzo dobrze, bo teraz z jeszcze większą ochotą i ciekawością będę sięgał po butelki od naturalnych winiarzy - oby tylko było ich jak najwięcej w ofertach polskich sklepów i importerów :)

piątek, 17 października 2014

#DoCavy 17.10.2014

Na ten jesienny weekend mam dla Was:
Udanego weekendu!
#DoCavy to cotygodniowy cykl postów, w którym dzielę się z Wami ciekawymi linkami znalezionymi w ciągu tygodnia.

poniedziałek, 13 października 2014

2 białe wina z Lidla

Po dwóch czerwieniach, czas zobaczyć jak prezentują się białe wina z najnowszej oferty Lidla. W tym celu kupiłem dwie butelki, o których słychać było pozytywne opinie. Zacząłem od Grüner Veltliner z najbardziej znanego austriackiego regionu - Wachau. Mieliśmy okazję być w tamtych okolicach i odwiedzić tamtejszych producentów, więc wiemy mniej więcej jaki jest "wzór metra" jeśli chodzi o austriackiego Grünera. Jak się do tego ma butelka oferowana przez Lidla? Całkiem nieźle, biorąc pod uwagę, że kosztuje niecałe 25 zł, a normalnie wina austriackie ciężko spotkać w Polsce cenie poniżej 40-50 zł. Z pewnością nie jest to butelka wybitna, nie jest też idealnym przykładem Grünera z Wachau, jednak ma w sobie typową świeżość i lekkość, z której znane są białe wina z Austrii. Sporo tutaj cytrusów, trawy, zielonego jabłka oraz odrobina pieprzu. Za 25 zł to naprawdę świetna pozycja.

Drugą pozycją, której próbowaliśmy było Henri Larue Hautes Côtes de Nuits Blanc 2008, czyli burgund za niecałe 30 zł. W nosie sporo jabłka oraz nut maślanych i wręcz utlenionych. W nosie mocna kwasowość i sporo dojrzałych pomarańczy i gruszek. Myślę, że warte spróbowania, bo rzadko można kupić przyzwoite wino z Burgundii w tak niskiej cenie.

Jak widać, bo przeciętnej i słabej butelce z Bordeaux, udało się znaleźć dwie fajne butelki z nowej oferty Lidla. Potwierdza się po raz kolejny teoria, że kupując wina w dyskoncie mamy jakieś 50% szans, że kupione wino będzie na przyzwoitym poziomie.

sobota, 11 października 2014

2 bordo z Lidla

Lidl po raz kolejny "zaatakował" nas ofertą win francuskich, ze naciskiem położonym na Bordeaux. Nie jestem przekonany, czy to najlepszy wybór, biorąc pod uwagę, że wina te zwykle nie są łatwe i napakowane owocami, a przecież to właśnie takie wina lubią Polacy. No ale marka Bordeaux robi swoje, a Lidl pewnie odrobił zadanie domowe i wie, co się najlepiej sprzedaje. Pewnie wybierając w sklepie Polak sięgnie szybciej po Bordeaux niż po mniej mu znaną Hiszpanię, chociaż jestem przekonany, że degustując w ciemno wybrałby właśnie hiszpańską butelkę.

W ramach współpracy otrzymałem od Lidla dwie butelki do spróbowania. Jako pierwsze spróbowałem Chateau La Croix de Chereau, z Lussac-Saint-Emilion z 2010 roku. Warto zauważyć, że wino nie pochodzi z apelacji Saint-Emilion, a z miej znanej, sąsiedniej Lussac-Saint-Emilion. Przy pierwszym spotkaniu wino było mocno wycofane i zamknięte. Kilka godzin później było już ciekawiej, pojawiły się maliny, wiśnie, żwir, zapach mokrej ziemi. W ustach mocna wiśnia ze śliwką, odrobina czekolady i kakao, dość szorstkie i suche taniny, średn+ kwas i owocowo-alkoholowy finisz. Winicjatywa pisze, żeby za 35 złotych tego wina nie kupować, ja powiem, że wino się broni, chociaż faktycznie za tę cenę można kupić ciekawsze wina w Lidlu.

Jako drugie, próbowałem Bordeaux Canon La Gouteyre 2013 i tutaj było już słabo od początku do końca. Nos jak przegotowany kompot z czerwonych porzeczek, usta rozwodnione i również kompotowe. Wyjątkowo słaby wybór Lidla, nawet jak na cenę poniżej 15 zł.

Za kilka dni kolejna odsłona nowej oferty Lidla, tym razem sięgniemy po wina białe.

piątek, 10 października 2014

#DoCavy 10.10.2014

Dzisiaj mam dla Was:
Udanego weekendu!
#DoCavy to cotygodniowy cykl postów, w którym dzielę się z Wami ciekawymi linkami znalezionymi w ciągu tygodnia.

wtorek, 7 października 2014

Winny Wtorek #85: Ventisquero Pinot Noir Queulat 2012

Pinot Noir przez wielu uważany jest za najciekawszy szczep dający czerwone wina. Dla mnie czarny Pinot od zawsze jest zagadką, której nie potrafię rozwiązać - czasami potrafi mnie oczarować swoją złożonością i odmiennością, a innymi razy odrzuca swoją wiśniową zwyczajnością. Zdaję sobie przy tym sprawę, że główną przyczyną moich rozterek jest zbyt mała liczba zdegustowanych Pinotów, szczególnie tych z Burgundii, gdzie ten szczep jest królem. 
Na dzisiejszy Winny Wtorek pijemy właśnie Pinot Noir, ale nie z osławionej Burgundii, a w wydaniu chilijskim. Do mojego kieliszka trafiło wino z pojedynczej winnicy o nazwie Tapihue z regionu Casablanca od producenta Ventisquero. Casablanca to centralna część Chile, region raczej chłodny, śródziemnomorski, dający świeże wina. Pinot, którego próbowałem jest tego znakomitym przykładem - znajdziemy tutaj dużo soczystej i kwaśnej wiśni, a do tego nuty palonych liści, stajni, grzybów i mokrego lasu. W głównie ustach wiśnia i odrobina gorzkiej czekolady. Ciała mało, taniny na niskim poziomie, jak to na Pinota przystało. Dzięki temu wszystkiemu wino byłoby bardzo ciekawe, niestety przeszkadzała mi zbyt wysoka kwasowość, które słabo komponowała się z całą resztą. Może odrobina jedzenia byłaby tu pomocna i uratowałaby to wino?


piątek, 3 października 2014

#DoCavy 03.10.2014

Chciałem, naprawdę chciałem w tym tygodniu napisać coś więcej niż tradycyjne już #DoCavy, ale czas, a raczej jego brak, na to nie pozwolił. Na szczęście inni znaleźli czas i dzięki temu mogę Wam zaproponować ciekawą winną lekturę na najbliższy weekend:

Udanego weekendu!
#DoCavy to cotygodniowy cykl postów, w którym dzielę się z Wami ciekawymi linkami znalezionymi w ciągu tygodnia.